Jan Półzięć
Maratony czas zacząć
Wprawdzie sezon biegów
maratońskich trwa cały rok, ale w naszej
europejskiej części, zimowe miesiące są wolne od
biegów maratońskich. Dopiero w marcu w kalendarzu
pojawiają się pierwsze zawody. W Polsce pierwszy z
wielkich maratonów odbywa się w Dębnie
– stolicy polskich maratonów – jak głosi hasło
reklamowe organizatorów tego najstarszego w Polsce
biegu.
W tym roku termin tej
imprezy wyznaczony został na 11 kwietnia. Miałem i
ja w swoim kalendarzu ten
maraton, ale historia potoczyła się inaczej. Byłem
10 kwietnia w Dębnie (woj.
Zachodniopomorskie), ale bieg się nie odbył, gdyż
kilka godzin wcześniej wydarzyła się katastrofa
samolotu pod Smoleńskiem i wszystkie imprezy
sportowe zostały odwołane. Wielu zawodników się
denerwowało, że bieg został odwołany, ale do mnie
przemówiło najbardziej stwierdzenie starszego
maratończyka, który powiedział, że my sobie jeszcze
niejeden maraton zaliczymy, a Oni już żadnego.
Szansa na zaliczenie
kolejnego maratonu zdarzyła się już tydzień później,
gdyż 18 kwietnia w Wiedniu
odbywał się 27 Vienna City Marathon i ta impreza też
była w moim kalendarzu z tą tylko różnicą, że start
zaplanowany był na dystansie o połowę krótszym tzn.
w półmaratonie, czyli do przebiegnięcia było 21 km i
100 m. Ten maraton miał szczególny charakter, gdyż
po raz pierwszy w tej imprezie wystąpiła sztafeta
reprezentująca nasze miasto, w której czworo
zawodników miało pokonać całe 42 km 195 m. Z
inicjatywy Jagody Skowron skrzyknęło się czworo
strzyżowian biegających od czasu do czasu i
postanowiło spróbować. Kolejni zawodnicy mieli do
przebiegnięcia: pierwszy 16,1 km, drugi 5,7 km,
trzeci 9,1 km i ostatni 12,295 km. Jedyna kobieta w
ekipie miała pierwszeństwo i wybrała dystans
najkrótszy, na ostatniej zmianie biegł Leszek
Majewski, na trzeciej Maciek Majewski, a na
pierwszej piszący te słowa. Dodatkowo, po
zakończeniu swojej zmiany i przekazaniu pałeczki
Jagodzie Skowron, przebiegłem jeszcze brakujące
kilometry i ukończyłem półmaraton.
Bieg sztafetowy
przebiegliśmy w bardzo dobrym czasie 3 godz. 48 min
i 43 sekundy zajmując w klasyfikacji generalnej 880
miejsce na 2373 ekipy, które bieg ukończyło i 454
miejsce w klasyfikacji sztafet mieszanych. W tym
biegu został pobity rekord światowy liczby
uczestników, którzy ten dystans ukończyli – w sumie
w sztafetach sklasyfikowanych brało udział 9492
biegaczek i biegaczy. Każdy z uczestników naszej
sztafety pobiegł na miarę swoich możliwości, a to
złożyło się na efekt końcowy w postaci bardzo
wysokiej lokaty. Swój dystans 16,1 km przebiegłem w
czasie 1:16:25 (1 godzina 16 minut i 25 sekund) i nieopodal
Pałacu Schonbrunn przekazałem pałeczkę Jagodzie
Skowron, która swój etap przebiegła w znakomitym
czasie 37:10. Nasza dama pałeczkę sztafetową
przekazała pod wiedeńskim ratuszem Maćkowi
Majewskiemu, który swoje 9 kilometrów przebiegł w
czasie 53 minut i pod stadionem piłkarskim. im
Ernsta Happela przekazał Leszkowi Majewskiemu. Nasz
lekarz ekipy finiszował wspaniale i na Heldenplatz
zameldował się po upływie 1 godziny
2 minut i 6 sekund. Najlepszy czas zanotowała męska
sztafeta austriacka – 2:23:24, a wśród sztafet
mieszanych najszybciej maraton pokonany został w
czasie 2:50:19. Dla porównania podaję najdłuższy
czas pokonania dystansu – 5:22:36.
Udział w takiej imprezie
jest niezapomnianym przeżyciem. Dostarcza bardzo
wielu emocji związanych z przygotowaniami do
wyjazdu, przejazdem do Wiednia, rejestracją w przeddzień
imprezy, dotarciem zawodników do stref zmian, które
było rozmieszczone po całym Wiedniu, a wreszcie sam
bieg i niezapomniane chwile ostatnich metrów biegu
na Heldenplatz. Potem dekoracja medalami, sesja
zdjęciowa i dzielenie się na gorąco swoimi
przeżyciami. A to wszystko w tłumie uczestników i
osób towarzyszących. Coś niesamowitego.
Udział w tej imprezie
nie byłby możliwy bez pomocy sprawdzonych już
niejednokrotnie przyjaciół z zaprzyjaźnionego ze
Strzyżowem podwiedeńskiego Lassee. Teresa
Bartkowiak - mózg całej operacji - załatwiała
wszelkie formalności związane z rejestracją
zawodników, opłatami startowymi, organizacją
noclegów dla nas, wyjazdów do Wiednia, przejazdów w
czasie sztafety i całą resztą. Dzielnie jej
sekundowali Jurek Bartkowiak oraz Josef i Margit
Schwammel. Wszyscy członkowie ekipy byli po
królewsku przyjmowani w domach państwa Bartkowiaków
i Schwammel. Ekipa ubrana była w jednakowe
piękne stroje do biegania ze stosownymi napisami,
których sponsorem był burmistrz Strzyżowa. A cała
reszta to już znakomicie dobrana ekipa, która się
sprawdziła w bojowych
warunkach. A może w roku przyszłym Strzyżów
reprezentować będzie więcej ekip? Początek został
zrobiony, szlak przetarty, doświadczenia zebrane.
Z kronikarskiego
obowiązku podaję, że w półmaratonie, który
ukończyłem w dobrym czasie 1:39:29, zająłem w
klasyfikacji generalnej 1262 miejsce na 9309
sklasyfikowanych (oprócz tego 130 maratończyków
biegu nie ukończyło lub zostali zdyskwalifikowani),
a w kategorii
wiekowej M50 zająłem 81 miejsce na 621 zawodników. W
zawodach startowało 43 Polaków i zanotowałem 3 z
kolei czas wśród naszych rodaków.
I jeszcze jedna
refleksja. Wszyscy Polacy biorący udział w
maratonie, których widziałem, biegli z widocznymi
oznakami żałoby. Było widać zrozumienie i
współczucie u Wiedeńczyków.

Strzyżowska ekipa na
stracie
Na mecie z Teresą Bartkowiak
Szczegółowe informacje
na temat maratonu znajdą Państwo na stronie
internetowej
www.vienna-marathon.com
Fot. Teresa Bartkowiak,
Archiwum